Właśnie wróciłem do USA
gdzie pracuje, poprzez: Peloponez, Ateny, Lwów, Zakopane,
Mój ojciec brał udział w
Powstaniu Warszawskim. Ggdy
jestem w Warszawie w sierpniu odwiedzam Cmentarz
Powązkowski.
Trafiłem w pierwszym dniu po przyjeździe na uroczystość pogrzebową Gen.
Montera. Ojciec mój był nauczycielem na dalekiej prowincji, I tam tez go
dotarły prześladowania komuny. Byłem także na jego grobie we wsi Wytowno na
Pomorzu.
Jak to szkoda,
ze wakacje muszą się kończyć!!! Z Warszawy polecieliśmy do Kalamaty na
Peloponezie, autokarem zawieziono nas w głąb Peloponezu -do naszego miasta nad
Morzem Jońskim o nazwie Kuroni
zakwaterowano nas w prywatnej willi gdzie mieliśmy
dla siebie całe
piętro z trzema balkonami.
Sobotę
spędziliśmy na zwiedzaniu twierdzy I miasta trochę zakupów, w niedziele Kasia
(moja siostrzenica) chciała pójść na plażę,
a plaże dla mnie to nie jest żadną
atrakcją, woda dla mnie za zimna, piasek brzydki żółty, za to kolory piękne w
wodzie odbijającego się nieba.
Wieczorem
pojechaliśmy z Panią Rezydent do Methoni.
W
poniedziałek autokarem pojechaliśmy do Aten.
W drodze zatrzymaliśmy się nad Kanałem Korynckim, który z wysokości wygląda jak wazka wstążka wody.
Gorąco, ale niema takiej wilgotności jak na Florydzie -- można wytrzymać, pijąc dużo płynów.
W Atenach
przywitalna
nas Polka przewodnik, która mówi tak pięknym wykształconym językiem
polskim, ze słuchaliśmy jej z
radością jednocześnie, z zakłopotaniem, biorąc pod uwagę, ze ona od dzieciństwa
przebywa w Grecji. Akropol jest spowity rusztowaniami I to trochę psuje ten
piękny widok.
Ale tam trzeba
być I zobaczyć, a nie tylko, bo wrażliwi naprawdę
czują
tę
epokę dawności, no I wyobraźcie
sobie, ze po tych schodach chodzili Sokrates czy Platon.
Nie było
wystarczającej ilości chętnych na wycieczkę do Myken,[wiadomo,
Polacy-- plaże]
--
zdołaliśmy wypożyczyć ostatnie
auto w lokalnej wypożyczalni samochodów, Alfa Romeo, ale bez klimatyzacji no i
ja mając dwóch pilotów prowadziłem cała drogę do Myken,
po drodze przejechaliśmy przez
Spartę,
i antyczną drogą przez góry, przepiękne serpentyny późnym wieczorem wróciliśmy
do willi.
W czwartek
mieliśmy wycieczkę autokarem do grot nad zatoką Mani, tam podobno było wejście
do Hadesu, teraz autokar przedzierał się tą samą drogą Mesini, weszliśmy na
samą górę ruin zamku i schodząc zwiedzaliśmy wiele zabytkowych ruin kościołów ,
na dziedzińcu jednego z nich
Kasia się
zaprzyjaźniła z osiołkiem. Na
wyspie Koss blisko granicy z Turcją mieliśmy
międzylądowanie,
i powrot do Polski.