10

Wytowno

Część Druga

Część Trzecia  

Część Czwarta  

Część Piąta      

CzęśćSzósta               

Część Siódma    

Część Ósma

Część Dziewiąta

Część Dziesiąta

Część Jedenasta

Część Dwunasta

Część Czternasta

Powrót do Początku

 

“Który skrzywdziłeś człowieka prostego  śmiechem nad krzywdą  jego wybuchając.   Nie bądź   bezpieczny, poeta pamięta.   Możesz go zabić --- narodzi się nowy.   Spisane będą czyny  i rozmowy.”  Czeslaw Milosz

MOJA ALMAMATER, SZKOŁA PODSTAWOWA ---WYTOWNO

Dzień sądu chłopskiego został wyznaczony. Jego miejscem  była klasa szkolna. Oskarżyciele uczyli się na pamięć swoich ról. Pan Paweł  wraz z całą  rodziną  uklękli do modlitwy przed   maleńkim ołtarzem w jego gabinecie.  
 

W gabinecie Pana Pawla prywatny Oltarzyk

 Modlili się szeptem przy zgaszonym świetle. Mdlili się do Ducha Świętego i  gdy odmawiali cząstkę różańca ktoś zapukał do głównych drzwi wejściowych.  To przyjechał  z Warszawy Kazimierz, nauczyciel, który z Panem Pawłem pracował przez wiele lat i środowisko wytowieńskie znał  lepiej niż ktokolwiek.  Sam brał udział niejednokrotnie w "pogotowiu wózkowym" , o którym już było wspomniane poprzednio. "Przyjechałem, żeby pana obronić"- powiedział. Miał na to oficjalny dokument z Warszawy. 

Dzieki Ci panie Kazimierzu, dzieki za to, ze  znalazles troche serca i odwagi by wyciagnac reke do ginacego czlowieka i jego rodziny 


Po latach daty i dni tygodnia zatarły się.  Wieczorem sala szkolna  była pełna.  Kobiety jednak nie przyszły. Pan Paweł Kolasiński, usiadł spokojnie na „lawie oskarżonych”. 

A za cóż cię sądzą? --za dobro jakie czyniłeś

Rozsiedli się oskarżyciele, i władza. Ciskać zaczęli wyuczonymi zarzutami, których  pan Lis nie potrafił się w ostatniej chwili oduczyć (za późno został zawiadomiony przez Stępnia o przyjeździe Kazimierza) . Pan  Ciszkowski swoim cieniutkim głosem dołożył swoje. Było wiele innych głosów wyuczonych przez człowieka z judaszowego plemienia (Stępnia). Pan Kazimierz, spokojnie zapytał pana Ciszkowskiego czy pamięta ile razy będący tu kierownik szkoły uratował mu życie od zamarznięcia , gdy pijany leżał zimą   na śniegu ( i to wiele razy). Zapytał go, czy  pamięta ile razy był aresztowany za bójki po pijanemu. Podobne pytania zadawał innym chłopom.  „Czy pan, panie K . pamięta kto uratował życie waszej córce gdy była piorunem porażona?”  Wiele innych podobnych pytań zadawał pan Kazimierz wytowieńskim chłopom.  Wytłumaczył im, ze  wszelkie decyzje o tej zamianie plebani, nie były przez nikogo nawet konsultowane z  panem Kolasińskim .  Sąd ten trwał  godzinami.  Stępień nie był przygotowany na przyjazd Kazimierza i wiedział już  od momentu rozpoczęcia tego Sądu Chłopskiego, że sprawa zostanie przez niego przegrana. 

Zamknięto ten haniebny sąd późną nocą. Przywrócono Panu Pawłowi pracę  i wszystkie idące z tym tytuły, aczkolwiek  żadnych funkcji społecznych pan Paweł  już nie przyjął . Stępień był wściekły z takiego obrotu sprawy. Przecież już dobrze zainwestował w biznes najstarszego zawodu na  tym terenie.

 Nazajutrz pan Paweł, przejął protokolarnie Szkołę  Podstawowa w Wytownie od towarzysza Żabińskiego, któremu tymczasowo partia dała  to  zastępstwo. Żabiński był wyjątkową  szują i partyjną świnią, co się okazało później, gdy awansowali go na jakieś tam stanowisko w Inspektoracie Oświaty.  Odchodząc ze szkoły w Wytownie odgrażał się głośno Panu Pawłowi, ze on się postara załatwić jego synów w Ustce w Liceum. No i będąc dobrym przyjacielem pani profesor od języka  rosyjskiego, w 10-tej klasie załatwił poprawkę jednemu z synów pana Pawła.


ZEMSTA  STĘPNIA

Złości swojej towarzysz Kacyk nie umiał dać upustu. Szalał przez kilka tygodni, no i postanowił ukarać Wytowno, zarówno wszystkich swoich „przyjaciół” jak  i tych co na  „Sąd Chłopski” nie przyszli.  Wpadł na genialny pomysł urządzenia  Wysypiska Śmieci w Wytownie.  W ciągu dnia przywożono śmieci, ze Słupska, z Ustki a  nocą je palono.  Mieszkańcy Wytowna oddychali przez lata powietrzem, z miejskiego śmietniska.  Niektórym chłopom to się nawet podobało. Innym pola zasypano.  Przecież dla niego i tak zawsze byliście panowie „hołotą wiejską”...

 Dalej