|
10 |
|
|
|
|
Dzień sądu
chłopskiego
został wyznaczony. Jego miejscem była klasa szkolna. Oskarżyciele uczyli
się na pamięć swoich ról. Pan Paweł wraz z całą Modlili
się szeptem przy zgaszonym świetle. Mdlili się do Ducha Świętego i gdy
odmawiali cząstkę różańca ktoś zapukał do głównych drzwi wejściowych. To
przyjechał z Warszawy Kazimierz, nauczyciel, który z Panem Pawłem
pracował przez wiele lat i środowisko wytowieńskie
znał lepiej niż ktokolwiek. Sam brał udział niejednokrotnie w "pogotowiu
wózkowym" , o którym już było wspomniane poprzednio. "Przyjechałem, żeby
pana obronić"- powiedział. Miał na to oficjalny dokument z Warszawy. -
Po latach daty
i dni tygodnia zatarły się. Wieczorem sala szkolna była pełna. Kobiety
jednak nie przyszły. Pan Paweł Kolasiński,
usiadł spokojnie na „lawie oskarżonych”.
Rozsiedli się oskarżyciele, i władza. Ciskać zaczęli wyuczonymi zarzutami,
których pan Lis nie potrafił się w ostatniej chwili oduczyć (za późno
został zawiadomiony przez Stępnia o przyjeździe Kazimierza)
Zamknięto ten haniebny sąd późną nocą. Przywrócono
Panu Pawłowi pracę
i wszystkie idące z tym tytuły, aczkolwiek żadnych funkcji
społecznych
pan Paweł już nie przyjął . Stępień był wściekły z takiego obrotu sprawy.
Przecież już dobrze zainwestował w biznes najstarszego zawodu na tym
terenie.
Nazajutrz
pan Paweł, przejął protokolarnie Szkołę Podstawowa w Wytownie od
towarzysza Żabińskiego, któremu tymczasowo partia dała
to
zastępstwo. Żabiński był wyjątkową
ZEMSTA
STĘPNIA
Złości swojej
towarzysz Kacyk nie umiał dać upustu. Szalał przez kilka tygodni, no i
postanowił ukarać Wytowno, zarówno wszystkich swoich „przyjaciół” jak i
tych co na „Są |
|