|
7 |
|
|
|
|
Część Sódma
Wytowieńskie
Pogotowie Szkolne.
Zdesperowana
Pani Aleksandra skontaktowała się z księdzem (agentem) Radtke. Prosiła
aby przemówił do ludzi. Przecież on doskonale wie,
że
to nie była decyzja lub nawet sugestia pana Pawła. Decyzja taka podjęta
została przez władze powiatowe. " Na to Radtke odpowiedział, ze on nic
takiego nie może zrobić". Niech mąż napisze oświadczenie, to je odczytam w
niedziele z ambony. Oświadczenie było odczytane, a brzmiało ono
ogólnikowo:
Chłopcy
(synowie), uczniowie liceum odrabiali właśnie lekcje w jadalni. Pan
Paweł parzył na drzewko (dąbek), który się zasiał w żywopłocie i akurat
wyrósł, gdy urodził się jego najstarszy syn. Chłopcy pozakładali na nim
domki dla ptaków. Na wiosnę kilka z nich tam się gnieździło.
Rozmyślania przerwał mu odgłos silnika samochodowego. Pod tym właśnie
dębem zaparkowało niebieskie auto i wysiadło z niego czterech ludzi.
Jednym z nich był - kulawy Kacyk-Alfons, a inni (podejrzewam) pierwszy
sekretarz KP PZPR i inspektor oświaty. Czwartym musiał być ubek.
Wyrzucili chłopców z jadalni i zatrzasnęli drzwi. Przez zamknięte drzwi
słychać było krzyk Władysława Stępnia ( tego wielkiego „przyjaciela
chłopów"), " HOŁOCIE WIEJSKIEJ SIĘ PAN MUSI TŁUMACZYĆ!"
Mijały
dni. Państwo Kolasińscy próbowali uzyskać jakąś pomoc od kogokolwiek.
Przyjaciele się odwrócili, a kościół nie zajął żadnego stanowiska.
Szykanowanie rodziny było eskalowane i podsycane przez agentkę
panią
Od tamtej pory rozmowy, modlitwy w domu pana Pawła
odbywały się szeptem. Głośno się mówiło to, co podsłuchiwacze winni
wiedzieć. Mimo,
że
zabroniono wszelkich praktyk wiary katolickiej, cała
rodzina zbierała się wieczorem na modlitwę w gabinecie pana Pawła. Tam
stał
ołtarzyk
Nie było
wówczas człowieka, który nie bał by się pana Władzia, zwanego
"kulawym". Dawni "przyjaciele" nie zauważali Pana Kolasińskiego na
ulicy. Czasem tylko komentowali "Ten kulawy to jest zły na pana". Dawny
uczeń Zdzisio ( teraz pierwszy sekretarz Podstawowej Organizacji
Partyjnej w PGR) przypomniał Panu Pawłowi, ze to pianino, które stało u
państwa Kolasińskich od roku 1947, (stare, zepsute - zabrane z jakiegoś
rozwalonego w czasie działań wojennych domu, które uczniowie ofiarowali
Panu Pawłowi) teraz musi być oddane szkole. Serce mu pękało, bo grał na
nim od lat, naprawiał, zapłacił za strojenie. Zabrano mu tę
ostatnią |
|