8

Wytowno

 

Część Druga

Część Trzecia  

Część Czwarta  

Część Piąta      

CzęśćSzósta               

Część Siódma    

Część Ósma

Część Dziewiąta

Część Dziesiąta

Część Jedenasta

Część Dwunasta

Część Czternasta

Powrót do Początku

 

“Który skrzywdziłeś człowieka prostego  śmiechem nad krzywdą  jego wybuchając.   Nie bądź   bezpieczny, poeta pamięta.   Możesz go zabić --- narodzi się nowy.   Spisane będą czyny  i rozmowy.”  Czeslaw Milosz

MOJA ALMAMATER, SZKOŁA PODSTAWOWA ---WYTOWNO

Część Ósma

SĄD  CHŁOPSKI—
Gdzieś pod koniec roku szkolnego wezwano  pana Kolasińskiego  do Komitetu
Partii w Słupsku gdzie mu oznajmiono, że będzie  poddany sądowi  chłopskiemu wsi Wytowno.  Oni zadecydują: 

  •      Czy pan Paweł Kolasiński  może  być nauczycielem?
  •       Czy pan Paweł Kolasiński  może  być kierownikiem szkoły?
  •       Czy pan Paweł Kolasiński  może  mieszkać w Wytownie?

 Władysław Stępień,  uruchomił wszystkie swoje możliwości. Praktycznie co wieczór był w Wytownie,  to  u Lisa, to u Ciszkowskiego, to u Falby, i innych.  Na  uczenie i ustawianie wytowieńskiego chłopstwa poświęcił wiele czasu.  Każdy z nich sądząc, ze występuje w  obronie  księdza pilnie się przygotowywał do powierzonej mu funkcji.  Jeden z nich miał  przygotowana mowę. Powiedzieć miał,  ze nie chcą nauczyciela, który, studiował na Wydziale  Filozoficzno - Teologicznym (bo to przecież nie zgadzało się z ideologia PRL-u).  Drugi miał powiedzieć,  że nie może być kierownikiem szkoły człowiek , który był oficerem w Powstaniu Warszawskim.  A  trzeci miał wyuczony argument, dlaczego Pan Paweł nie może mieszkać w Wytownie. I tak całe przedstawienie sądowe było wyreżyserowane przez „przyjaciela chłopów”  Władysława Stępnia - "Wielgachnego Słupskiego Kacyka".

 

Panie Poruczniku!,  to Ciebie jak Juranda ze Spychowa  ponizono do najnizszych granic, przed Chlopski  Sad  Cie  wiedzie potomek Judasza, i  Sluga Moskiewski, --synowie Twoi juz na Twoje ponizenie  dluzej  patrzyc nie moga.  Czym zes, Ty zawinil Czlowieku Prawy?


Trudno byłoby  ominąć taki drobny epizod, który może scharakteryzować  wytowieńskiego chłopa.
Pewnego   niedzielnego popołudnia w ogrodzie zwanym okólnikiem, od frontu domu   Państwa Kolasińskich zebrała się pokaźna grupa  mężczyzn, starych,  młodych i chłopców.  Wszyscy oni  natarczywie rzucali kamieniami  w    kierunku wysokiego drzewa.  Kanonada odbywała się pod wodzą
  starego Ciszkowskiego, który w alkoholowym delirium widział potwora zwanego  "zmorą". 
Co to takiego zmora? W wiejskich przes
ądach  jest to potwór urojony, który przychodzi nocą i wysysa z nich krew.
 Na nic zdały się tłumaczenia,
że  to tylko mała, śliczna wiewiórka. Żądny krwi tłumek   wytowieński   naprawdę  widział zmorę.  

Kontynuacja