12Wytowno

Część Druga

Część Trzecia  

Część Czwarta  

Część Piąta      

CzęśćSzósta               

Część Siódma    

Część Ósma

Część Dziewiąta

Część Dziesiąta

Część Jedenasta

Część Dwunasta

Część Czternasta

 

Powrót do Początku

Dalej

“Który       skrzywdziłeś człowieka prostego  śmiechem nad krzywdą  jego       wybuchając.   Nie bądź   bezpieczny, poeta       pamięta.   Możesz go zabić --- narodzi się nowy.         Spisane będą czyny  i rozmowy.”  Czeslaw Milosz

MOJA ALMAMATER, SZKOŁA PODSTAWOWA ---WYTOWNO

 

Powstaniec Warszawy 1944
Opowiadania Ojca  

Paweł Kolasiński-- pseudonim Paweł RomOpowiada podhorąży Paweł Rom
Batalion Baszta Warszawa Mokotów
(spisal Janusz Kolasinski)

Opowiadanie pierwsze

Wiosną 1944 roku Paweł zamieszkał na Żoliborzu w Warszawie, gdzie urządził sobie mieszkanko na czwartym piętrze. Przywiózł ze Lwowa dosyć pokaźną biblioteczkę, nabył małą maszynę do pisania Mercedes. Musiał się zameldować w urzędzie niemieckim, co nie było takie łatwe. Urzędniczka pytała o miejsce urodzenia.

- Pan wpisał tu „Rzeczpospolita Polska”. Ja muszę to zmienić zgodnie z wymogami niemieckimi — powiedziała. Wyraźnie spodobała jej się odwaga Pawła. 

Wieczorem do mieszkania Pawła zapukała sąsiadka, pani doktorowa.- Niech pan przyjdzie do nas. Chciałabym, by pan poznał naszych przyjaciół.Gdy weszli do mieszkania, był tam mężczyzna. Przedstawił się jako ppłk Karol (Józef Wacław Rokicki) z Mokotowa z pułku „Baszta”. - Podchorąży Paweł Kojen?  Jestem pańskim dowódcą Podziemnej Armii Krajowej. Od dziś jest pan podchorąży Paweł Rom. Tu są pańskie nowe dokumenty — oznajmił ppłk Karol.Wtedy do pokoju weszła piękna dziewczyna.- Hanka jestem, będę pańskim kontaktem — powiedziała z figlarnym uśmiechem i podała mu pakiet, który zawierał pieniądze oraz dwa małe znaczki z aluminium „PR”, które należało umieścić wewnątrz kapelusza. - Musi pan zniszczyć wszelkie dokumenty tożsamości i fotografie, w razie wpadki. Jest pan przydzielony do dowództwa „Baszty” na Mokotowie. Proszę czekać na rozkazy…

— dodał jeszcze dowódca, po czym wyszedł. Niedługo po nim osobno wyszła Hanka.

Paweł stał oszołomiony, zastanawiając się, jak go znaleźli. Dlaczego nie pytali, czy się zgodzi, czy nie.- To ta dziewczyna z biura meldunkowego — pomyślał. Czekał na rozkazy cały czerwiec. Gdzieś w ostatnich dniach miesiąca  pojawiła się Hanka. Jak poprzednio z uśmiechem zakomunikowała, że Paweł ma się zgłosić w jakimś budynku na Żoliborzu. Podała mu adres. - Niech się pan nie obawia, to jest w sercu miasta, gdzie mieszkają Niemcy — tam najmniej strzegą — powiedziała i wybiegła na ulicę.  Paweł wziął udział w odprawie z dowódcą. Pytano go o broń, o Sowietów zbliżających się do Warszawy. - Co będzie, jeśli Ruscy zostawią nas na pastwę Niemców. Czy mamy tyle broni, by walczyć dłużej — zapytał Paweł. - Czy będą zrzuty? – zapytał inny podchorąży. — Czy polski desant będzie zrzucony? Usłyszeli tylko:- Czekać na rozkazy! Odmeldowali się i pojedynczo opuszczali mieszkanie. Paweł wiedział, że lada dzień będzie musiał się zameldować w „Baszcie”. Tymczasem dni tego lata 1944 roku upływały powoli. Na ulicy można było zobaczyć jakąś nadzieję. Jak wielkie znaczenie miało wtedy bycie Polakiem, walczenie z obrzydłym okupantem. Tramwaje w mieście były zatłoczone. Miejsca w środku tramwaju przeznaczone dla Niemców odgrodzone były łańcuchem z napisem „Nur für Deutsche”.

Pewnego dnia jakiś wyższy oficer niemiecki zdjął łańcuch i powiedział „Bitte” („Proszę s…”). Jednak nikt z zatłoczonych części tramwaju nie ruszył się. Zmieszany oficer wysiadł na następnym przystanku. Paweł starał się po prostu przeżyć. Kiedyś wychodził z bramy budynku i na ulicy natknął się na łapankę. Cofnął się i wtedy Niemiec strzelił do niego. Jednak przez podwórze udało mu się zbiec. Przy okazji drugiej łapanki na ulicy, w którą właśnie skręcił, teoretycznie nie było mowy o ucieczce. Przypomniały mu się wtedy słowa matki Florentyny: „Nigdy nie patrz Niemcom w oczy”. Nie patrząc na Niemca z automatem, z zaciśniętymi zębami śmiałym krokiem koło niego przeszedł. Pierwszy go nie zatrzymał. Pozostali po zęby uzbrojeni Niemcy też go przepuścili. Potem mówił, że będąc w stanie łaski uświęcającej, mógł być świadkiem osobistego i bardzo personalnego cudu. To była jego bardzo osobista część relacji z Bogiem, z której też nikomu się nie zwierzał.

 Doktor w randze majora wojska polskiego i jego żona polubili Pawła jak własnego syna. Często u nich bywał i tam się już głośno mówiło o wybuchu powstania warszawskiego. Był już koniec lipca 1944 roku, gdy wieczorem do państwa doktorów weszła Hanka, tym razem była bardzo poważna, aż czarująca przy tym.          - 1 sierpnia, godzina 16: 00, na stanowisku w dowództwie na Mokotowie!- Nareszcie! — pomyślał Paweł.

Od tygodni Warszawa żyła nadzieją. To był jakby nakręcony zegar, którego już się nie dało zatrzymać. Bomba musiała eksplodować o odpowiedniej godzinie. Napięcie wewnętrzne było olbrzymie. Zamiast karabinu butelka z benzyną…

Opowiadanie Drugie

Opowiadanie Trzecie

Opowiadanie Czwarte

Opowiadanie Piate

  Muzeum Powstania Warszawskiego